sobota, 19 lipca 2014

-EPILOG-

Niebo zdawało się dzisiaj kpić z ludzkich uczuć, bo mimo ogromu tragedii słońce przażyło nieprzerwanie... Dając ułudne poczucie bezpieczeństwa i szczęścia... Ale prawda była inna... Prażące słońce powoli wywoływało reakcje skórne przez które każdy w tej chwili mógłby zginąć... Tak to jest, że by zdobyć odrobinę szczęścia musimy często ponosić najwyższą cenę...
Nie każdy jednak mógł oglądać dzisiejszą wspaniałą pogodę. Gdzieś koło starej zatoki, głęboko pod ziemią w jednym z wielu opustoszałych pomieszczeń na krześle siedziała postać. Tępo wpatrywała się w monitor naścienny, który wyświetlał właśnie Tokijskie wiadomości z ostatniej chwili....
"Jesteśmy świadkami kolejnej tragedii. To już 6 w tym miesiącu... Wielki Hotel przedsiębiorstwa Yamanaka został właśnie napiętnowany przez naszego seryjnego mordercę. Wszyscy goście wraz z personelem zostali brutalnie zamordowani.Liczba ofiar tym razem sięgnęła ponad 300. Policja podejrzewa działania większego gangu. Cel mordercy oraz jego tożsamość są nam jeszcze nieznane..."
Obraz zniknął, a w jego miejsce pozostał tylko czarny prostokąt.
-Nie za dużo tej telewizji? Zapominasz jak ona ogłupia?
 Do siedzącej posataci dołączyła jakaś nowa osoba. Mężczyzna około 30. Ubrany był w garnitur i miał niezwykle perfidny wyraz twarzy, którego dopełniała czupryna długich złotych włosów. Wyciągnął z kieszeni blaszane pudełko. Uchylając wieczko ukazała się piękna kolekcja... cygar. Wyciągnął jedno z nich zwinnie wtykając między wargi. Schował blaszaka i z drugiej kieszeni wyciągnął zapalniczkę. Duży płomień buchnął przed jego młodą twarzą i zapalił nowiuteńkie cygaro. Chowając zapalniczkę zaciągnął się głeboko jak na filmach gangsterskich. Podszedł do drewnianego krzesła i postaci, która na nim siedziała.
-Oy! Czyżbym został niezauważony?- Jego lewa ręka delikatnie przysunęła się do twarzy siedzącego. I nie odrywając ręki od buźki, powoli przemierzył dystans pozwalający złapać kontakt zwrokowy. Cel osiągniety, ich oczy spotkały się na drobną chwilę. Siedząca postać miała oczy niezwykle.... Dziwne.... Zielone ślepia niczym u wygłodniałej bestii.. Jedna ze źrenic była niewyobrażalnie zwężona, a druga rozrosła, zasłaniająca prawie całą tęczówkę. Nie można było nic z tych oczu wyczytać. Jedno zdawało się zauważyć mężczyznę przed sobą, ale drugie dalej szukało czegoś w przestrzeni.-Wiesz, że tatusia nie wolno zbywać. Czemu, więc sama się prosisz o karę? Nie lubię tego....
Po pokoju rozeszło się plaśnięcie. Strzał wymierzony w policzek spowodował upadek z krzesła. Podczas upadku wiele rzeczy wydarzyło się na raz. Falbanki od białej sukienki pofalowały od nagłego ruchu ciała, a fryzura, misternie upleciony warkocz... rozsypał się... tworząc różową woalkę wokól twarzy. Bez wątpienia na krześle siedziała dziewczyna. Ale to był już czas przeszły. Owa dziewczyna nie siedziała już na krześle,a w ślad za upadkiem z drewnianego mebla zniknęła też cała jej dziewczęcość. Stanęła na nogach zdecydowanie za szybko jak na człowieka. Oko którego źrenica wychodziła prawie za tęczówkę zrównało się wielkością do tego zwężonego. Stanęła wyprostowana i wwiercałą się spojrzeniem w swojego gościa. Mimowolnie dłonie ruszyły do tyłu w poszukiwaniu jakiejś broni. Jednak w tym pokoju jedyne co nie było częścią śniany to to cholerne krzesło, na którym mężczyzna najspokojniej usiadł. Drugi raz zaciągnął się cygarem i z zamkniętymi oczami wsłuchiwał się w ciszę pokoju oraz przerywającą ją serię oddechów, które wykonywała dziewczyna... Choć lepszą nazwą byłyby spazmatyczne warknięcia, w których dało się wyczuć rosnącą furię. Dziewczyna podeszła powoli, bezszelestnie.. Jedyne co ją teraz zdradzało to przenikliwe świstanie jakie wydawały jej struny głosowe. Stanęła przed mężczyzną i pierwszą rzeczą jaką zrobiła był głośny upadek na kolana. Stojąc naprzeciw mężczyzny wydawać by się mogło, że w ułamku sekundy poznała tego człowieka.. Jej neonowe tęczówki znów zasłoniły źrenice... Tym razem u obu oczu.
Mężczyzna słysząc upadek dziewczyny podniósł powieki. Wyjął cygaro z ust. I uśmiechnął się promiennie.
-A widzisz kochanie. Ty jednak dobrze wiesz jak udobruchać tatusia. Jestem Ci winien gratulacje. Tym razem przeszłaś samą siebie! 300 osób to chyba Twój nowy rekord nie uważasz wisienko?- Postać faceta zbliżyła się do dziewczyny. Nie było cienia wątpliwości, że ów tatuś biologicznym ojcem nie był. Dziewczyna choć ubrana jak pięcioletnia dziewczynka wyglądała na osiemnaście lat. A wracając, mężczyzna mógłby mieć około 30.. jednak nie więcej... Różnica ich wieku była równa 10 lat. Facet dalej zbliżał się do dziewczyny. Wpatrywali się sobie w oczy. On oblizał swoje wargi i dłońmi złapał twarz dziewczyny. Jego ręce rozpoczęły wędrówkę po jej szyi,ramionach i zatrzymały się na ramiączkach od sukienki. Delikatnie je opuścił, a całą postać dziewczyny uniósł wraz ze sobą do góry. Nie trzymana niczy sukienka opadła na podłogę ujawniając straszliwy obraz... Całe ciało dziewczyny.. pokryte było plamami krwi... Już zaschniętej ,ale nadal prezentującej się makabrycznie. Krew pokrywała jej idealnej wielkości piersi, jej płąski lekko wyrzeźbiony brzuch oraz nogi. Mężczyzna jeszcze raz oblizał wargi przyglądając się jej postaci... W jego oczach można było wyczytać dzikie i nieprzeparte pożądanie. Palcami śledził krwiste smugi na ciele dziewczyny... A ona sama... Stała cicho znużona czynnościami faceta... W jej oczach można było wyczytać: RUTYNĘ?!? Tak, tego nie da się z niczym pomylić. Wpatrywała się w pełni przytomna w twarz swojego gościa. Gdy ten skończył błądzić krwistymi śladami znów skupił uwagę na twarzy dziewczyny. Złapał ją za podbróbek i pocałował. Robił to z rozmysłem i gorącą nutą erotyzmu. Jednak.... Dziewczyna pozostała niewzruszona. Nie odwzajemniła pocałunku.. zwyczajnie przypatrywała się jego obliczu raz po raz kierując wzrok na pulsującą coraz szybciej tętnicę... Koleś się nakręcał. Zawsze się przy niej nakręcał.... Ona zimna i niedostępna.. bez cienia wstydu stałą tam cała naga i pozwalała się dotykać, a potem całować... Jego to kręciło.. Pozostawały więc dwa wytłumaczenia... albo był zbokiem.. albo był chory psychicznie... To drugie jednak trzeba było wykluczyć... Nie on był tu osobą z dość poważnymi zaburzeniami... Planowany od połowy miesiąca plan w końcu miał się ziścić... Zasygnalizowała to niezwykle wypukła tętnica szyjna tego zboczeńca... Dziewczyna zrobiła to bez mrugnięcia okiem... Otworzyła w końcu usta lecz nie po to by oddać pocałunki.. Ułatwiła swoim perliście białym zębom dostęp do tej pulsującej tętnicy... Koleś nawet nie miał czasu na reakcję, a dziewczyna wpiła się w jego szyję. Dość głęgoko, by po chwili wygryźć kawałek skóry wraz z fragmentem tej tańczącej tętnicy... Wypluła fragment tego kolesia na podłogę. I spojrzała mu w oczy... Tak jak patrzyła każdemu kto kończył z jej rąk. On spojrzał na nią z szokiem wymalowanym na twarzy. Osunął się na ziemię, twarz jednak jakoś zwracając w stronę dziewczyny.
-Wisienko. Jesteś teraz bardzo niegrzeczna... Wiesz o tym? -zaczął krztusić się krwią, a ona patrzyła na niego bez emocji.-Więc jednak chcesz to zrobić... Skoro tak to masz moje uznanie... Otworzyłaś pierwszą pieczęć.. Ciesz się z tego co teraz Cię spotka, bo potem...-kolejna fala kaszlu, na podłodze była ogromna kałuża krwi, jeśli chciał coś powiedzieć to nie zdążył. Ostatni raz podniósł oczy na dziewczynę i łypnął białkami do tyłu. Nie musiał kończyć. Ta historia w końcu jakoś miała się zacząć. Pierwsza pieczęć została otwarta. To niewielkie zwycięstwo daje początek zupełnie nowemu biegowi wydarzeń. Dopuki nie pojawi się druga pieczęć zadszedł czas zwycięstw. Pierwszą było odzyskanie wolności... Dziewczyna odeszła od trupa, który zaczął już wytracać swoją temperaturę. To musiał być on. Tylko on tu przychodził. I tylko on miałzwyczaj nie zamykania za sobą drzwi. A po cóż i je zamykać? Żyłw przekonaniu, że ona się go boi. Tak naprawdę nawet nie wiedziała kim on jest. Sprawiał wrażenie człowieka opanowanego i trzymającego wszystkich na krótkiej smyczy... Jednak ona znała jego mroczną stronę. Jego niespełnione popędy seksualne, które po każdym  swoim sukcesie urzeczywistniał z jej udziałem. Mimo tego nie zgwałcił jej.JEmu wystarczało dotykanie jej i pocałunki. Bardzo dużo pocałunków. A im bardziej było po niej widać jak parszywe czynności wykonywała na misji tym bardzej się nakręcał. Kiedy zaczęła się całą nagonka na te morderstwa coś mu odbiło i doszły jeszcze rękoczyny. Od pierwszego uderzenia w policzek minął równo miesiąc. Czuł przy tym radość... Tak... Nie dość ,że zboczeniec to jeszcze sadysta.
Jednak... w tamtym pokoju... on nigdy nie stamowił tego prawdziwego zagrożenia... Zdawało mu się ,że trzyma ją na króciuteńkiej smyczy dzięki czemu może pogrywać jak z nią chce. Wybraźnia.... To ona nim manipulowała... Od samego początku tylko ona miała tutaj władzę. Jednak nie wykorzytywała jej jak należy. Pozwoliła się uwięzić... Czasem, tylko czasem oni pozwalali jej wyjść. Ostatnio coraz częściej. Było to jednak opłakane w skutkach.... Tyle ofiar....
Dziewczyna pokonywała kolejne metry kierując się w stronę wyjścia. Zatrzymała się przy ogromnych drzwiach z napisem "SZATNIA" brzmiało dość błaho, ale za nimi kryły się rzędy powieszonych koło siebie uniformów dla ochrony tej placówki. Jaka szkoda, że od 3 lat ten zdechły frajer postanowił zrezygnować z ochrony sądząc ,że ma wszystko pod kontrolą. Dziewczyna weszła do środka. W pokój były również wbudowane prysznice. Zmyła z siebie nową krew, która zbruzgała jej twarz i szyję oraz tą starą. Z tej tragedii. Masakry niewiniątek. Z mokrymi włosami podeszła do popękanego lustra na umywalce leżały jego fragmenty. Spojrzała na swoje długie różowe pasma włosów. Szybkim ruchem złapała jeden z pękniętych kawałków kryształu i zaczęła odcinać swoje bardzo długie włosy. Każde pasmo powoli upadało na podłogę. Kończąc nową fryzurę uniosła spojrzenie na swoje oblicze. Teraz miała włosy bardzo krótko ścięte tak ,że przy najmniejszym ruchu ani razu nie utrudniały jej pola widzenia.. raz sprawiło jej to problem. Skierowała się z powrotem do szatni i wybrała pierwszy z brzegu uniform. Były to zwykłe czarne rurki, biały podkoszulek i czarny płaszcz. Do kompletu były jeszcze czarne pikowane trepy. Szybko się w to ubrała, wróciła na właściwą drogę i korytarzem dotarła do ogromnych drzwi, które napierając z całej siły w końcu otworzyła. Stała na klifie, przed nią rozpościerałsię obraz jak ze snu. Zachodzące słońce nadawało nieprzeniknioną barwę oceanowi, który lekkimi porywami wiatru wygrywał piękną melodię wolności.
To było to....Pierwsza pieczęć zawsze była najlepsza, najprzyjemniejsza.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i patrząc na zachodzące słońce jak na swojego nowego rywala wykrzyczała słowa, w końcu.... od tych cholernych 13 lat....
-Nazywam się Sakura Haruno, to ja zabiłam wszystkich niewinnych przez ostatnie 13 lat i niech ten świat mi świadkiem.... Obiecuję pokonać wszystkich jeźdźców i odblokować wszyskie pieczęcie!!!
Reszta była dla niej tylko formalnością.. Po wypowiedzeniu wyzwania ziemia zadrgała, a niebo stało się ciemne. Wielu naukowców przypisało to wtedy niekorzystnemu położeniu tektonicznemu, jednak była osoba ,która znała prawdziwy powód. Sakura... Sakura Haruno. Tajemnicza morderczyni wypowiedział wojnę czterem największym plagom tego świata. Odkryła w końcu karty....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz